pl en
30 października 2019 admin

Los mieszkańców Puszczy Nalibockiej

Pan Wacław Kowalewski i Ivan Mulin z Brctwa Bartnego na starym cmentarzu nieistniejącej miejscowości - Rudni Nalibockiej Fot. Klaudia

Jak Państwo wiedzą od lat także na terenie Puszczy Nalibockiej w Białorusi, chcielibyśmy przybliżyć Państwu nieco historie tego miejsca i jego mieszkańców.  Puszcza Nalibocka jest obecnie jednym z największych Rezerwatów Przyrody na terenie Białorusi, ale nie zawsze było to miejsce tak odludne i zapuszczone choć las i przyroda zawsze odgrywała wielką rolę w życiu jej mieszkańców. Wszystko zmieniła ostatnia wojna i kolektywizacja… Z miejsca tętniącego życiem, z dziesiątek wiosek, przysiółków i setek pojedynczych chutorów rozrzuconych po Puszczy, stała się miejscem odludnym. Jadąc puszczańskimi duktami, czy włócząc się lasem bez dróg gdzieniegdzie natrafimy tylko na pojedyncze odbudowane po wojnie chutory, częściej zaś na resztki sadów i dawno zarosłe zarysy fundamentów ludzkich siedzib. Często jedynym śladem jaki po dawnych mieszkańcach pozostał to zagubiona wśród lasów mogiła.  Tymi mogiłami opiekuje się nasze Bractwo realizując w tym roku kolejny projekt Ochrony Miejsc Pamięci w Puszczy Nalibockiej pod tytułem „Prace konserwatorskie, badawcze oraz poszukiwawcze pomordowanych w Puszczy Nalibockiej” dofinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W tym roku, oprócz prac konserwatorskich zbieraliśmy świadectwa najstarszych mieszkańców Puszczy. Poniższy artykuł jest za syntezą zebranych historii…

Po Kampanii Wrześniowej 1939 ziemie te zostały zajęte przez Związek Sowiecki, Polityka sowietów: wysiedlenia, kolektywizacja, konfiskaty dotknęły w takim stopniu ludność Puszczy Nalibockiej jak innych rejonów zagarniętych przez Sowietów Ziem. Ale jakoś dało się jeszcze żyć…

Po druzgocącej porażce w letniej kampanii 1941 roku, duża część składu osobowego Armii Czerwonej, oddziałów NKWD oraz działaczy partyjnych nie zdążyła wycofać się na wchód i trafiała do obozów jenieckich lub szukała schronienie wśród ludności miejscowej w miastach, wsiach, masywach leśnych i terenach zabagnionych. Jednym z największych masywów leśnych stanowiły tereny puszczy Nalibockiej, która leży w widłach Niemna i Berezyny Niemeńskiej na północnym zachodzie Białorusi. Pojawienie się partyzantki na tych terenach podyktowało dalsze losy mieszkańców tych terenów.

Próba zorganizowania sowieckich oddziałów partyzanckich była w 1941 roku, lecz to nie przyniosło spodziewanego efektu założonego w dyrektywie Rady ludowej komisarów ZSRS od 29 czerwca 1941 roku o ogólnonarodowej podziemnej walce i organizacji ruchu partyzanckiego. Brakowało broni, amunicji, zabezpieczenia tyłowego etc.

W rzeczywistości pierwsze oddziały partyzantki sowieckiej pojawiły się w Puszczy Nalibockiej wiosną 1942 roku. Pierwsza znaczna potyczka datuję się 9 czerwca 1942 roku, w której 125 oddział im. Stalina rozbił “formację SS, Litwinów oraz niemieckiej policji” obok Nalibok. Sformowany oddział był z byłych żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej w powiecie Dzierżyńskim, później przeniósł się w okolicy Nalibok, a od września działał na kolei Mińsk – Baranowicze. Oprócz 125 oddziału, w puszczy działały oddziały im. Czkałowa i Nikitina. Sowieccy partyzanci kontrolowali lasy w okolicy Nalibok, lecz nie miały możliwości przeprowadzenia dużych akcji z racji zrealizowanych szeregu operacji przeciwko nim ze strony niemieckiej. Działalność ograniczała się do napadów na policjantów, starostów i grabieżami ludności cywilnej. Wraz z zwiększającą się aktywnością partyzantów natężał terror przeciwko społeczności cywilnej ze strony okupantów niemieckich, którzy oskarżali mieszkańców o współpracę z Sowietami.

 

Ze wspomnień mieszkańca Nalibok, Józefa Kokiela: Gdy przyszli Niemcy, na początku niczego nadzwyczajnego nie było. Piekło zaczęło się wtedy, kiedy w lesie pojawiły się partyzanci. Chociaż ciężko nazwać ich partyzantami. Oni napadali na ludzi, rabowali, zabijali… Wiosna 1942 roku, partyzanci zrobili zasadzkę na Niemców obok wsi. Zabili kilka osób. Dzisiaj można powiedzieć, że uczynili podwójną zbrodnię. Za podobne coś, Niemcy palili wieś wraz z mieszkańcami. Mogli zrobić zasadzkę w lesie, z jeszcze z lepszym skutkiem. Widocznie mieli inny cel. Żeby zemścić się na mieszkańcom wsi, Niemcy przysłali do Nalibok swoich sojuszników Łotyszów. To nas wtedy uratowało. Łotewski oficer powiedział, że z naszym narodem oni nie wojowali i żyliśmy zawsze w zgodzie. Doradził nam stworzyć “Samoobronę” i Niemcy nie będą nas się czepiać. Tak powstała u nas “Samoobrona”. Kierownicy “Samoobrony”, nasi chłopaki skontaktowali się z partyzantami i dogadali się, że nie będą napadać jedni na drugich.

W odwecie na działalność sowieckich partyzanckich grup, w końcu sierpnia – początku września Niemcy przeprowadzili operację karną “Błotna gorączka”. Z zachowanych dokumentów oraz świadectw mieszkańców wiemy, że z 28 sierpnia do 6 września Niemcy zostały spalone wsi Nowy Dwór, Półdroże, Koźliki, Szatyszcze, Jaśkowo, Staśkowo i inne osady. Mieszkańcy Nowego Dworu, Koźlików i część mieszkańców wsi Jaśkowo zostali skierowani do Półdroża i spaleni żywcem. W zbrodni brali udział pułk Bintza, pułk Barckholda oraz 1 dywizja piechoty SS. Według raportu Ekkelna zamordowano 204 mieszkańca i wywieziono 1217 osób.  Z mieszkańców tej cześci Puszczy przeżyły zaledwie 2 rodziny, które nie zgłosiły się do miejsca zbornego w Półdrożu.

Pomnik w Puszczy Nalibockiej niedaleko od gościńca na Iwieniec, w miejscu dawnej osady Półdroże. wyremontowany przez nas w 2018 roku. Tu 6 IX 21942 Niemcy w dwóch stodołach spalili żywcem 95 mieszkańców Puszczy. Fot. Bractwo Bartne

Na przełomie lat 1942 – 1943 obecność partyzantki sowieckiej stała się fatalną.

Mieszkanka Nalibok Jadwiga Lipnicka wspomina: Partyzanci zabierali wszystko, to nie była rekwizycja, to był zwyczajny rabunek. Brali wszystko, krowy, konie, ubrania.

Ze wspomnień Józefy Kowalewskiej z Rudni Nalibockiej: Partyzanci zabierali wszystko co mieli ludzie. Kiedy przybliżali się partyzanci, trzeba było się chować.

Wiosną 1943 roku partyzancki sztab skierował do Nalibockiej puszczy dwóch partyjnych funkcjonariuszy na czele z Wasilijem Czernyszowem (kryptonim “Platon”). W. Czernyszew rozmieścił się we wsi Klaciszcza i od razu przystąpił do reorganizacji i stworzeniu nowych oddziałów partyzantki sowieckiej na terenie puszczy i okolic. Pod swoim dowództwem miał 5 tys. Osób którzy wchodzili w skład 36 oddziałów i 4 brygad. Pierwszą dużą akcję, którą przeprowadził Platon był napad na Naliboki 8 maja 1943 roku. Według raportów Czernyszewa, jego oddziały likwidowały 250 niemieckich policjantów. W rzeczywistości zamordowali 127 mieszkańców Nalibok. Mordowali w łóżkach, obok domów, a część rozstrzelano na placu. Opuszczając Naliboki, “waleczni” sowieccy partyzanci rabowali i podpalali domy.

Ze wspomnień Józefa Kokiela: To była zbrodnia. Oni wyciągali ludzi z chat, stawiali koło ścian i rozstrzeliwali grupami po dziesięć, a może i więcej osób. Po tym przekazali list, że to zemsta, winna jest “Samoobrona”, że niby ktoś zastrzelił ich dowódcę Woroncewa, który jechał z przodu na koniu. Uważam, że to mit, żeby ukryć swoją zbrodnię.

Wówczas zaczęły powstawać oddziały partyzantki polskiej. Wśród mieszkańców nazywano ich “Legionami”. W maju 1943 r. komendant V Obwodu Stołpce Armii Krajowej ppor. Aleksander Warakomski ps. „Świr” wydał zgodę na tworzenie oddziałów partyzanckich na podległym sobie obszarze. 3 czerwca powstał pierwszy z nich, liczący początkowo 44 ludzi „Polski Oddział Partyzancki im. Tadeusza Kościuszki”, którym dowodził ppor. Kasper Miłaszewski ps. Lewald. Później liczebność jednostki wzrosła do 650 ludzi. Stanowił on zalążek przyszłego Stołpecko – Nalibockiego Zgrupowania Armii Krajowej i stacjonował obok wsi Bielica, w południowej części puszczy. Józef Kokiel wspomina: Dużo młodzieży chciało do nich iść do lasu, tylko nie każdego brali. Przyjmowali tylko tych komu zagrożali Niemcy albo Sowieci. Partyzanci z Nalibockiej puszczy doszli aż do Warszawy i brali udział w Powstaniu Warszawskim. Z sowietami jednak trzeba było się jakoś dogadać: dowódcy oddziału AK i sowieckich partyzantów podzielili strefy „aprowizacyjne” z których terenów ściągali kontyngent od mieszkańców i rekrutów, pierwotnie wzdłuż dawnej granicy II RP.

19 czerwca oddziały K. Miłaszewskiego zajęły Iwieniec.  Akcja ta zwana również Powstaniem Iwienieckim jest uważana przez wielu badaczy za najbardziej brawurową operację oddziałów Armii Krajowej przed Akcją Burza w 1944 roku. Biało-Czerwone flagi wróciły do Iwieńca zaledwie na jeden dzień, ze względu na zbliżającą się niemiecką odsiecz wzmocniony oddział „Lewalda” udał się na Zachód – do Puszczy Nalibockiej. Partyzanci zdobyli sporo broni, amunicji, a także dołączyło do nich w Iwieńcu wielu ochotników w tym cały oddział 120 osobowy Białoruskiej Policji Pomocniczej a także cała załoga Iwienieckiego szpitala wraz z niezbędnym sprzętem medycznym.  Według porozumień oddział im. Czkałowa nie brał udziału w akcji, lecz znajdował się w pobliżu, żeby w razie nieprzewidywalnej sytuacji wesprzeć oddziały Miłaszewskiego. Prawdopodobnie zajęcie Iwieńca sprowokowało Niemców na przeprowadzenie operacji karnej “Herman”. 

Celem operacji było zniszczenie partyzantki, na terenie puszczy i stworzenie “martwego obszaru”. Eksterminacja ludności cywilnej nie wchodziła do zadań operacji. Instrukcję, w której zabraniało się dokonywać egzekucji ludności miejscowej, była wysyłana kilkakrotnie. Prawdopodobnie miały na to wpływ protesty w Berlinie Wilhelma Kube, po masowej zagładzie dokonanej na mieszkańcach cywilnych w operacji Cottbus”. Operacja “Herman” rozpoczęła się 13 lipca i ciągnęła się do 11 sierpnia. Z Niemieckiej strony wzięło udział 8820 osób, w tym 1 brygada piechoty SS, bataliony policji i SD oraz sonderbatalion P. Dirlewangera. Odziały niemieckie otoczyły kordonem Puszczę i rozpoczęli likwidacje partyzantów. Z raportów wynika, że zlikwidowano 4280 “bandytów” i wzięto 654 jeńców. Jednak z wyżej wymienionej liczby, większość to była ludność cywilna, partzańci w rozproszeniu w większości wymknęli się obławie, choć stracili sporo zdobytego wcześniej sprzętu i roni.  W drugie fazie operacji 20944 osoby zostały wypędzeni ze swoich domów i wywiezieni na przymusowe prace do Niemiec. Niemcy spalili wszystkie wioski w promieniu 15 km.  Niektóry wsie już nigdy nie zostały odbudowane, a wywiezieni do Niemiec nigdy nie wrócili do ojczystego kraju. W samym powiecie Iwienieckim zostały spalone 38 wiosek.

Pan Wacław Kowalewski i Ivan Mulin z Brctwa Bartnego na starym cmentarzu nieistniejącej miejscowości – Rudni Nalibockiej Fot. Klaudia

Latem 1943 roku w Rudni Nalibockiej było 170 dworów. Po wonie wróciło tam 60 rodzin, a dzisiaj pozostało jedynie 2 domy. W latach 50-ch większość mieszkańców przesiedlono w czasie kolektywizacji. Z wspomnień Wacława Kowalewskiego, ostatniego żyjącego mieszkańca Rudni Nalibockiej: Podczas drugiej blokady z domów nas wyrzucili. Kazali zebrać się w jednym miejscu, a wieś podpalili. Najpierw szliśmy do Stołpców, a tam posadzili na pociąg do Białegostoku. Byliśmy tam przez dwa tygodnie, a następnie wywieźli nas na francuską ziemię do obozu. Wielki głód był. Mama wzięła ze sobą pud, worek mąki, a tam w koszarach piec był i tak staliśmy czekaliśmy, kiedy mama zrobi. Do tego obozu kupcy przyjeżdżali, wybierali sobie pracowników. Nas później wywieźli niedaleko miasta Parchim, to w Niemczech już. Przyjechał szef i nas 30 osób z wioski zabrał. Od razu ziemniaków nad dał, chleba. Na ziemniakach odżyliśmy. Tak i pracowałem, póki nas nie wyzwolili 25 kwietnia 1945 roku.

Pan Wacława Kowalewski ostatni żyjący mieszkaniec Rudni Nalibockiej przy krzyżu wykonanym w czerwcu 1941 roku. To jeden z niewielu śladów jaki został po tej miejscowości. Fot. Klaudia P.-Cz.

Ze wspomnień Józefa Kokiela: Stołpcach nas załadowano do wagonów i wywieźli do Niemiec. Niekturzy z nas trafili do Austrii. Ja trafiłem do majątku “Seweryn”. Tam pracowałem aż do 5 maja 1945 roku. Wyzwolili nas Sowieci. Nasza rodzina od razu podjęła decyzję wracać do domu. Jechaliśmy na koniu, wozem. Za Odrą, w mieście Stargard, nam radzili zostać. Zaproponowali kilka wiosek. Razem z nami było więcej niż dzięsięć rodzin nalibockich. Postanowiliśmy zamieszkać we wsi Witkowo, gdzie wcześniej Niemcy mieszkali. 15 czerwca zasiedliliśmy się w nasze nowe domy, gdzie i mieszkamy po dzień dzisiejszy.

Stosunki lokalnej Partyzantki AK z Sowiecką na dobre popsuły się po operacji „Herman” Wykorzystując osłabienie i spore rozproszenie oddziałów Polskich, Sowieci zaczęli rozbrajać i włączać w swoje szeregi mniejsze grupy, oficerów i opornych – mordując na miejscu. Wtedy Dowództwo Stołpecko-Nalibockiego zgrupowania AK zawarło pakt o nieagresji z Niemcami. Niemcy nie tylko zobowiązali się nie atakować oddziałów Polskich, ale dostarczali im broni i zaopatrzenia do prowadzonej walki z Sowiecką Partyzantką. A nawet rannych partyzantów przyjmowali na leczenie w swoich szpitalach polowych. W lecie 1944 roku w związku ze zbliżającą się ofensywą Armii Czerwonej odziały Stołpecko-Nalibockie ruszyły wraz z taborami na Zachód, jawnie, eskortowane przez Niemiecką żandarmerie dotarły aż do Puszczy Kampinowskiej gdzie kuchy sojusz z wrogiem został zerwany.

Wojna niesie strach, pożogę, niszczy ludzkie życia, zabiera bliskich nie tylko żołnierzy, lecz przede wszystkim zwykłych ludzi, a wojna totalna wyniszcza totalnie. Puszcza Nalibocka z  miejsca tętniącego życiem, z dziesiątek wiosek, przysiółków i setek pojedynczych chutorów rozrzuconych po Puszczy, stała się miejscem odludnym. Jadąc puszczańskimi duktami, czy włócząc się lasem bez dróg gdzieniegdzie natrafimy tylko na pojedyncze odbudowane po wojnie chutory, częściej zaś na resztki sadów i dawno zarosłe ślady po dawnych mieszkańcach. Często jedynym śladem jaki po nich pozostał to zagubiona wśród lasów mogiła…  Dbając o pamięć bez winy zabitych, przyczynimy się do zrozumienia i zachowania tych świadectw dla przyszłych pokoleń.

 

„Dofinansowano za środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury”

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *